Mamy punkt widzenia. W rolach głównych: Adaś rocznik 2010, Zosia rocznik 2007, oraz czasem Mama i Tata.
Blog > Komentarze do wpisu
Re

Jesteśmy zmęczeni. Totalnie. Ja potrzebuję chwili oddechu, choćby jednego dnia wolnego, odrobiny tęsknoty za towarzystwem moich dzieci, one, mam wrażenie, też już czasem mają mnie dość. Wściekam się o cokolwiek i dręczę się lękiem, że pomyślą, że ich nie lubię. Mąż, który pod koniec weekendu zdaje się też już być ugotowany we własnym sosie, też już rzadziej się uśmiecha. Nie jest to oczywiście standard, ale bywa trudno. Samodzielne wychowywanie dzieci, nie mogąc liczyć na żadną pomoc, poradzenie sobie w ekstremalnie trudnych sytuacjach jest budujące, daje satysfakcję i szalenie motywuje. Ale bywa, że jest się zmuszonym targać dzieciaki ze sobą w mało ciekawe dla nich miejsca i okoliczności, bo rodzice muszą sprawy urzędowe pozałatwiać, bo jak z jednym do szpitala to i drugie musi mieć stresa, bo w hipermarkecie budowlanym coś trzeba wybrać... I nie zawsze znajdą się znajomi, którzy akurat mogą pomóc. A takie przymusowe wycieczki dla nikogo nie są czymś przyjemnym ani oczekiwanym.

Przy wyczerpaniu, znużeniu (i proszę nie mówić o logistyce, bo czasem i najlepsza bierze w łeb) i braku możliwości na choćby krótkie odprężenie, rodzicowi już brakuje siły żeby być wystarczająco miłym rodzicem, a małżonek przestaje być wystarczająco miłym małżonkiem. Piszę z perspektywy spędzonych dwóch tygodni praktycznie w domu, z nieprzyjemnym zdarzeniem w tle, która to sytuacja tym bardziej skłoniła mnie do wypowiedzenia się w pewnej sprawie. 

Kiedy bowiem czytam u pewnego pana WWW, że należy babcie i dziadków wysłać jak najdalej się da żeby dziecka nie zepsuli, nóż mi się w kieszeni otwiera. Rozumiem jak najbardziej wszelkie konflikty rodzinne, sama pewnie bym nie zliczyła wszelakich różnic światopoglądowych których doświadczam, ale stwarzanie dystansu geograficznego według mnie nie jest chwalebnym, zasługującym na okrzyk Eureka! rozwiązaniem. Traktuję to raczej jako ewentualność ostateczną, oznaczającą w rezultacie porażkę komunikacyjną i, jak to w relacjach bywa, obustronną. Napisałam wcześniej o wszelkich niedogodnościach w związku z nieposiadaniem babci czy dziadka w pobliżu, ale pozostaje, i właściwie najważniejszą jest, sfera uczuć. Fakt, że moje dzieci mają marne szanse, że kiedyś babcia i dziadek zjawią się na ich występie w przedszkolu przy stosownej okazji jest może mało istotny dla dorosłego rodzica, ale w świecie przedszkolaka królują inne priorytety. Jeśli zatem ma się dla swoich dzieci babcię i dziadka, którzy kochają ogromnie i na których na dodatek można liczyć, to przyzwoitość nakazuje, aby okazać przynajmniej zasłużoną wdzięczność, a wielką niesprawiedliwością jest wobec tych kochających i nie raz jeden życie umęczonym rodzicom ratujących, szerzenie ogólnikowego poglądu, że (przepraszam za dosadność) mają iść won. Co więcej, proszę sobie wyobrazić panie WWW, że istnieją babcie, które przez pół życia pracowały z dziećmi, które są doświadczonymi pedagogami i którym niejedna pani w przedszkolu mogłaby pozazdrościć wiedzy i umiejętności. Zastanawiam się czemu nie piętnuje pan starszych pań do roli niań (też kondycja może szwankować), albo generalnie profesji niani, która też może przecież wziąć się do roboty i zacząć wychowywać za nas.

Zatem jeśli ktoś pisze, że babcia czy dziadek najlepsi nieobecni w promieniu 100 km, a o trudach radzenia sobie samodzielnie czy uczuciach dziadków i wnucząt nawet się nie zająknie, i twierdzi na dodatek z całą stanowczością, że temat dobrze przemyślał, to ja mam obawy, że to jest równie "gruntowna" refleksja jak tych, którzy wychodzą na ulicę i rzucają kamieniami w imię jakiejś "przemyślanej" idei.

Zatem w sytuacji, gdy ktoś nie potrafi się z własnymi rodzicami dogadać, ustalić kwestii czekolady chociażby, i proponuje sprawę załatwić poprzez dystans geograficzny czy separowanie, zastanawiam się, czy pomyślał, że takiej sztuki "zamiatania" problemu uczy również swoje dzieci. Może jednak warto pomyśleć o rzeczowej rozmowie, próbie rozwiązania problemu w dyskusji (i proszę nie mówić, że to nie takie proste, bo ja nie twierdzę, że tak jest). Ale jeśli się uda dogadać raz czy drugi, cóż to może być za lekcja dla naszych dzieci. Może nawet kiedyś zaowocuje z pożytkiem dla nas.

Zatem błagam, panie WWW, proszę więcej nie twierdzić, że pisząc swój wpis o "babciach dalekiego zasięgu" całkowicie pan sprawę przemyślał, bo naprawdę łatwo wytacza się argumenty, o które nawet pan nie zahaczył. 

wtorek, 07 lutego 2012, may_bi
Tagi: re

Komentarze
2012/02/07 11:39:23
Przemyślałem. Przemyślałem. Przemyślałem!.Radzę wrócić do mojego do mojego wpisu i przeczytać go bez zalewającej oczy żółci ;-)

Poza tym, każdy ma prawo do swojego zdania. Nawet ja. Nie wiem skąd ta agresja. Skoro masz taką wielką potrzebę przekonania całego świata, to może ta twoja pewność nie jest taka pewna?

Ps - Mój blog jest z przymrużonym okiem pisany. Kto tego nie rozumie, niech go sobie daruje, bo jeszcze nie raz się będzie miał okazję się denerwować. Zupełnie niepotrzebnie. Pozdrawiam
-
2012/02/07 14:28:21
W żadnym miejscu nie odmówiłam ci prawa do własnego zdania. Czasem nawet się z tobą zgadzam, a czasem nie. Też mam prawo. I w tym przypadku mój wpis nie jest protestem przeciwko twojemu zdaniu, tylko przedstawieniem paru innych aspektów sprawy, o których nie wspomniałeś. Usiłuję ci powiedzieć, że istnieją różne inne argumenty w tej kwestii, których nie wziąłeś pod uwagę, i inne rozwiązania, ale widzę, że mogę sobie opuszki palców zedrzeć na klawiaturze a i tak nic nie wskóram ;-)

Nie mam "żółci na oczach", jeśli wyczułeś agresję, nie było to moim zamiarem.

"Skoro masz taką wielką potrzebę przekonania całego świata, to może ta twoja pewność nie jest taka pewna?" tego zdania nie rozumiem.
Ale faktycznie dopuszczam własną omylność. Ale akurat tego świadomość uważam za atut.

WWWirgiliusz, masz fajny, wartki styl pisania i dobrze mi się ciebie czyta, ale "przymrużenie oka" najwyraźniej kompletnie inaczej pojmujemy.
-
2012/02/07 16:26:02
Tak. W jednym się z Tobą zgadzam - w życiu nie dojdziemy do porozumienia na ten temat ;-)